V rocznica Gildii Bardów
Dodane przez Nemesis dnia Styczeń 04 2012 17:10:47
Najmilsi!
Zaproponowano mi napisanie kolejnego listu otwartego do was i przyznam, że jeszcze nie wiem czy będzie on serdeczny ciepły i motywujący czy ojebczy i motywujący. Zależy od tego jak dzisiaj zadziałają leki. Czuję się w tej chwili jak ksiądz oprawiający niedzielne kazanie.

Pięć lat temu kiedy zakładałam Gildię Bardów byłam innym człowiekiem i z innymi ludźmi współpracowałam. Żadne z was nie było przy mnie wtedy, kiedy pełna entuzjazmu ściągałam pierwszych ludzi i wiązałam ich ze sobą na zawsze za pomocą ciepła, oferowanej przyjaźni, działania motywacyjnego i żywej natury. To, co nas łączyło to talent pisarski i umiłowanie do fantasy. Dość wąskie pole zainteresowań, ale wbrew pozorom nie było nas tak mało, a te dziesięć, potem kilkanaście osób czyniło forum niewiarygodnie żywym. Oczywiście łatwo jest motywować piętnastoletnie dzieci, podobnie jak łatwo jest wymagać od nich żeby spędzały cały swój czas na czacie. Tego wtedy potrzebowaliśmy i to zapewniała nam Gildia. Mogłabym utrzymywać, że w dalszym ciągu chcę, żeby Gildia tym się konkretnie zajmowała - literaturą, i, że potrzebuję piętnastoletnich zapaleńców, pytanie czy naprawdę miałabym jakieś korzyści z takiej organizacji skoro mnie samą już nie bawią jak kiedyś klimaty fantasy, a zainteresowania wybiegają poza literaturę? To, że Gildia się zmieniła było, jak myślę, naturalnym procesem, podobnie jak naturalnym procesem było to, że nasi członkowie przychodzą i odchodzą jak wolne koty dokładnie wtedy kiedy im pasuje. Nie chcę na was krzyczeć jak rodziciel na małe dzieci, bo też ani wy nie jesteście małymi dziećmi, ani ja rodzicielem. Z drugiej strony... Łatwo jest, podejrzewam, z waszej strony zarzucać mi, że Gildia Bardów to już nie jest to samo, że działania są powolne, że "nic się nie dzieje". Z drugiej strony kiedy ja zarzucam wam, że nie robicie nic w kierunku tego, żeby ona się ożywiła, to tłumaczycie mi, że każdy z was ma swoje własne życie, że macie swoje własne priorytety. Cóż, ja też mam, wbrew pozorom, własne życie. To znaczy, że mogę poświęcić wam cały swój czas, ale z drugiej strony chciałabym, żeby to dawało chociaż odrobinę radości. Wystarczy mi odrobina zaangażowania od każdego z was. Wystarczy, że każdy z was zrozumie, że Gildia nie działa i nigdy nie będzie działać GŁÓWNIE W REALU bo nie po to została stworzona. Bardowisko to tylko konsekwencja naszej przyjaźni, nie może być jej źródłem i jej jedynym spoiwem. Ma nas do siebie ciągnąć dzięki naszym intelektom, zainteresowaniom, talentom, a nie mamy się interesować intelektami, zainteresowaniami i talentami tylko przez to, że ktoś jest "fajny" na jakiejś imprezie. Dajcie spokój, czy od tego są elitarne stowarzyszenia? Jeśli tylko tego oczekujecie, to ja gwarantuję, że konwenty, larpy czy nawet bary studenckie dadzą wam więcej niż Gildia Bardów. Pamiętajcie, że jeśli Gildia się rozpadnie to będziemy się mogli przyjaźnić z każdym z nas z osobna, ale już nigdy nie spotkamy się wszyscy razem i nie stworzymy tego, co tak nieuchwytne i niepowtarzalne – środowiska, które potrafi zmieniać życie i motywować jak nic innego, i co wbrew pozorom mniej warte, tej atmosfery dla której dalej chce mi się ciągnąć za sobą ten wózek.

Gildia jest ideą samą w sobie, dlatego wierzę, że każdy z was dla tej idei samej w sobie może poświęcić trochę czasu tygodniowo i stworzyć coś, tak żeby strona stała się atrakcyjnym miejscem wymiany myśli wyższej i bardziej skomplikowanej niż spam, a jednocześnie żywym na tyle, żeby nikt nie musiał przeglądać artykułów pokrytych kurzem (aczkolwiek nie twierdzę, że nie są one ciekawe, bo podejmowane przez bardów tematy są ponadczasowe). Przed piątą rocznicą Gildii Bardów, która będzie miała miejsce na żywo gdzieś na południu Polski wierzę, że Gildia stanie się tak żywa jakby tylko mógł sobie wymarzyć KatuzaR, a także, że każdy z was... Naprawdę KAŻDY z was zastanowi się co zrobić, żeby nie stracić tego cennego elementu swojego życia jakim JEST Gildia. Tyle na teraz.
Pzdr
Nem